Get Adobe Flash player

Lekcja historii z księdzem Juliuszem Olejakiem

Wersja do wydruku

Kolejna karta historii została zamknięta. Jednakże w szeleście tych kart pozostanie pamięć o  księdzu Juliuszu Olejaku (1935–2021), rodaku z Pisarzowic.

Ksiądz Juliusz Olejak urodził się w Pisarzowicach w 1935 roku. Jego rodzicami byli Anna i Stanisław Olejak. Miał młodszego brata Stanisława, który także został księdzem. Ksiądz Juliusz Szkołę Podstawową ukończył w Pisarzowicach, następnie Liceum Ogólnokształcące im. M. Kopernika w Bielsku-Białej. Po maturze i rocznej pracy na etacie radiotechnika rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie. W Seminarium tym po roku studiów zabrakło miejsc dla alumnów. Jako kandydat z zachodniej części diecezji, znający język niemiecki, zgodził się na przeniesienie do diecezji opolskiej, której seminarium znajdowało się w koszarach wojskowych w Nysie.

Seminarium ukończył przyjęciem święceń kapłańskich 25 czerwca 1961 roku. Jako neoprezbiter został skierowany do parafii Wniebowzięcia NMP w Niemodlinie. Pracę kapłańską na Ziemiach Odzyskanych można by porównać do pracy misjonarzy. Zniszczone kościoły i budynki parafialne jeszcze w latach siedemdziesiątych XX wieku „straszyły ruiną”, dodatkowo pracę duszpasterską utrudniał brak więzi społecznej wśród ówczesnych mieszkańców – przesiedleńców zarówno z różnych regionów powojennej Polski, jak i z Kresów Wschodnich. Po pięciu latach został przeniesiony do parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Gliwicach (obecnie parafia katedralna). Kolejne parafie to: Korfantów, Bytom Miechowice, Bytom Szombierki. Podczas pracy wikariuszowskiej w Bytomiu Miechowicach rozpoczął studia na Wydziale Historii Kościoła Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Od lipca 1973 roku został proboszczem Domaszkowic k/Nysy. Tam odremontował plebanię i w niej zamieszkał. Po 22 latach na własną prośbę został przeniesiony do parafii Wszystkich Świętych w Nowym Browieńcu k/Pródnika. Tam doczekał  emerytury kapłańskiej w wieku 75 lat.

Ksiądz Juliusz bardzo był zżyty ze Śląskiem, ale też z Pisarzowicami. W każdym wolnym dniu odwiedzał Pisarzowice, zwłaszcza kiedy żyli rodzice. Kiedy zmarli, wstępował na plebanię na rozmowy przy herbatce. Obecny był na wszystkich ważnych uroczystościach podsumowujących poszczególne etapy budowy naszego kościoła  w latach 1967–1973. Bywał na lipcowym odpuście na Matki Boskiej Szkaplerznej czy 11 listopada na Św. Marcina. Celebrował msze prymicyjne ks. Stanisława (swojego brata), ks. Bolesława Mleczko i ks. Mariusza Zemanka. Odwiedzał również zaprzyjaźnione rodziny m.in. rodzinę Pudełków, rodzinę Laszczaków czy Weronikę i Juliana Pasierbków.

W rozmowach o historii nie tylko  Pisarzowic bardzo często uczestniczyła pani Anna Pasierbek, nauczycielka historii w Szkole Podstawowej w Pisarzowicach. Wiosną w 1991 roku podczas wycieczki szkolnej do Kotliny Kłodzkiej pani Anna wraz z młodzieżą i panem Markiem Nyczem odwiedzili księdza Juliusza na parafii w Domaszkowicach, gdzie proboszczem był od 1973 roku. Jak wspominają uczestnicy, najazd w niedzielne majowe popołudnie na plebanię do Domaszkowic zaowocował kolejnymi ciekawymi historiami pełnymi radości i wspomnień. Oprowadzając grupę po świeżo wyremontowanym przez siebie kościółku, ksiądz Juliusz opowiadał, a wszyscy słuchali z zapartym tchem ciekawych opowieści o losach wojennych i powojennych kościółka i całej parafii. Spacerując po ogrodzie, wszyscy ze smakiem „chrupali” wyciągnięte z kredensu plebańskiego herbatniki, popijając sokiem. Można by rzec, że zapach herbatników i słodki smak soku pozostaną w pamięci, przywołując wspomnienia  ciekawych opowieści snutych przez gospodarza.

Ja także zachowałam we wdzięcznej pamięci wyjazdy z księdzem Juliuszem i rodziną Laszczaków w ciekawe historyczne miejsca naszego regionu. Ksiądz Juliusz na wędrówki brał gitarę i podczas odpoczynku grał, a my śpiewaliśmy. Pamiętam wyprawę na Wołek i ciekawe opowieści, które zapisałam w swoich notatkach.

Prawdopodobnie książę Jan Scholastyk (1324–1370), który zasłynął jako awanturnik, wybudował zamek na Wołku, by w ten sposób zabezpieczyć sobie schronienie na wypadek, gdyby król polski w odwecie za napady rabunkowe skierował wyprawę na księstwo oświęcimskie. Kolejny właściciel zamku Janusz IV po utracie zamku w Oświęcimiu schronił się na Wołku. Z warowni był bardzo dobry widok na dolinę Soły, przez którą prowadził szlak handlowy. Ponieważ w dalszym ciągu Janusz IV nie zachowywał rozejmu, napadając na karawany wędrujące szlakiem doliny Soły oraz na pobliskie miejscowości, król wysłał wojska pod dowództwem Jana Tęczyńskiego. Jak na ówczesne czasy warownia na Wołku była  potężną i trudną do zdobycia, toteż rozpoczęły się pertraktacje zakończone sprzedażą całego księstwa oświęcimskiego łącznie z Wołkiem. Wówczas to nasze Pisarzowice weszły do korony polskiej.

Zafascynowały mnie wówczas dwie kobiety, o których opowiadał ksiądz Juliusz. Kobiety niestety z niechlubna przeszłością. Jedną z nich była Katarzyna Skrzyńska, prawdopodobnie piękna kobieta. Początkowo wspólnie z mężem prowadziła rozboje. Po śmierci męża została dowódcą bandy rozbójników, których nazywano „raubritterami”. Była też panią na zamku w Barwałdzie. Pomimo swojej przestępczej działalności Katarzyna w późniejszym okresie swojego życia pozostawała w dobrych stosunkach z dworem królewskim Kazimierza Jagiellończyka. Do powstania jej legendy przyczyniły się znacznie Roczniki Głogowskie z 1493 roku opisujące ją jako nieustraszoną i groźną kobietę o niezwykłej sile fizycznej, posługującą się z wielką wprawą mieczem i kuszą, świetnie jeżdżącej konno. Katarzyna całkowicie przytłaczała charakterem swojego męża Włodka, który miał pozostawać w zamku Barwałdzkim i pilnować go w czasie, gdy Katarzyna dokonywała zbójeckich napadów. Miała na czele bandy zbójców napadać nie tylko na kupców i podróżnych, ale też i na miasta m.in. Kęty oraz okoliczne wsie. Skrzyńska przerywała prowadzenie zbójeckich wypraw tylko wtedy, gdy miała rodzić dzieci, a po narodzinach kolejnych potomków powracała do rozbójniczego rzemiosła. Legenda głosi, że na zamku w Barwałdzie Katarzyna zajmowała się również fałszowaniem królewskich monet. Kolejna legenda o straceniu Katarzyny podaje, iż miałaby zostać spalona na stosie na krakowskim rynku. Inne źródła podają, że zdarzyło się to na rynku w Żywcu, podobno miała też być rozerwana końmi na rynku w Oświęcimiu lub zrzucona z zamku Wołek w beczce nabijanej gwoździami. Według tej opowieści zamek Wołek w chwili jej śmierci miał zapaść się pod ziemię razem ze skarbami, które w nim ukryła.

Drugą nietuzinkową kobietą była Maronka także o niechlubnej sławie. Ukrywała się w jaskiniach w Inwałdzie. Zbójnicka Maronka miała także być czarownicą. Napadała tak jak i Katarzyna na karawany i przylegle miejscowości. M.in. także te kobiety-zbójnice napadały na naszą miejscowość. W 1833 roku Maronka została osaczona wraz ze swoimi zbójami w karczmie w Bulowicach, by nie wpaść w ręce żołnierzy popełniła samobójstwo.

Wspominał także ksiądz Juliusz o lanckorońskiej karczmie. Karczma ta prawdopodobnie leżała na szlaku handlowym Doliny Soły. Nie wiadomo, czy nasza dzielnica w Pisarzowicach – Lanckorona miała z tą karczmą czy terenem jakiekolwiek powiązania. Księdza Juliusza można było słuchać godzinami, a opowiadał niezwykle barwnie.

Ksiądz Juliusz z dniem 24 sierpnia 2010 roku zamieszkał w Domu Księży Emerytów w Opolu. Zmarł 25 stycznia 2021 roku. Był pasjonatem historii. W wolnych chwilach penetrował okoliczne biblioteki i archiwa. Zaowocowało to pracą magisterską pisaną u ks. Bolesława Kumora pt. „Monografia Pisarzowic”, a dzięki środkom pozyskanym z Gminy Wilamowice w 2019 roku powstała  publikacja „Dzieje Parafii Pisarzowice od zarania do 1945 roku”. Mimo iż książka ma charakter pracy naukowej, dzięki temu, że opatrzona została wieloma odniesieniami bibliograficznymi oraz w prosty i przystępny sposób napisana, stała się wspaniałą lekturą dla wszystkich, którzy interesują się swoją małą ojczyzną.

Mimo ograniczeń i obostrzeń związanych z pandemią SARS-CoV-2 wielu mieszkańców uczestniczyło w ostatniej ziemskiej drodze księdza Juliusza. Mszy św. w Kościele pw. Św. Marcina w Pisarzowicach przewodniczył ks. dziekan Stanisław Morawa z Wilamowic, w celebrze uczestniczył brat zmarłego ksiądz Stanisław Olejak, księża diecezji bielsko-żywieckiej i opolskiej. Wśród nich był ksiądz Jerzy Chybicki, który wygłosił słowo boże. Nie zabrakło również przedstawicieli strażaków z OSP Pisarzowice, którzy to na swoich ramionach nieśli trumnę ze zwłokami księdza na cmentarz, członkiń Koła Gospodyń „Strażniczki Tradycji” w strojach regionalnych, przedstawicieli Rady Sołeckiej, Akcji Katolickiej, Szkoły Podstawowej oraz górników i strażaków, którzy przybyli ze sztandarami, dyrekcji szkoły i przedszkola, chóru parafialnego, orkiestry dętej OSP w Pisarzowicach oraz  wspólnot z parafii, w których duszpasterzował ksiądz Juliusz: z Nowego Browieńca, Domaszkowic, Kubic oraz z parafii z Młoszowej, w której duszpasterzuje ksiądz Stanisław Olejak.

Ksiądz Juliusz pozostanie w pamięci nie tylko mieszkańców Pisarzowic, ale wszystkich tych, z którymi się spotykał, jako wzór człowieka całym sercem oddanego swojemu kapłańskiemu powołaniu i wielkiej pasji, jaką była historia.

 A.  Pasierbek, C. Puzoń
Zdjęcia z archiwum: A. Pasierbek, C. Puzoń, I. St. Pudełko








Galeria MGOK

Europa dla Obywateli

Projekty unijne

Projekty MKiDzN

Wilamowice i Okolice

Kontakt MGOK

 

Nazwa użytkownika